Tagi: US TD, amerykańskie czołgi, World of Tanks, WoT, patch 0.6.5, M10 Wolverine, M36 Slugger, T-95, T25 AT, T28, T18, T82, T40
O “tedekach” zza oceanu w World of Tanks głośno już od dawna – Wargaming szmat czasu temu chwalił się strzępami informacji na ich temat, nie chcąc ujawniać absolutnie żadnych konkretów. Oliwy do ognia dolano, wrzucając te pojazdy na zamknięte serwery testowe, jednak nadal trudno było o jakiekolwiek informacje z pierwszej ręki. Na szczęście istnieje coś tak wspaniałego jak RU public test i już dziś mogę zdać Wam, legalnie, relację z tego, jak US TD sprawdzają się w ogniu walki.
Na pierwszy ogień idzie tier 2 – T18. 130 HP i pudełkowaty kształt zwiastują rychły zgon – i tak jest w istocie. T18 pada absolutnie od wszystkiego co jeździ, nawet mając na uwadze, że jego przedni pancerz ma nieco ponad 5 cm. Jeśli dodamy do tego absolutnie skąpą mobilność oraz topowe działo, a właściwie haubicę, która ma 100 punktów obrażeń i 38mm penetracji (czytaj: uderzyła T2 Lighta za 15%), wychodzi nam perfekcyjny złom, którego sprząta z mapy dosłownie wszystko. Podsumowując, w porównaniu bezpośrednim z Panzerjagerem oraz AT-1, T18 jest propozycją tylko dla fanów M3 Lee.




Na szczęście istnieje opcja free exp, toteż można poniewczasie doczłapać się tieru 3 – T82. Pierwsze spojrzenie na ten pojazd nasuwa irytujące podobieństwo do dyliżansu z doczepionym na przedzie działem. Co więcej, centymetr pancerza każde stwierdzić, że z dorożką mamy więcej cech wspólnych. 165 HP, więc dalej jesteśmy na dwa strzały od byle czego, ale w przypadku T82 ratują nas dwa czynniki – ponadprzeciętna mobilność oraz haubica 105mm. Tak, to cudo, dostępne dla TD innych nacji od tieru 4 mamy już teraz. Oczywiście haubica jest urzekająco niecelna i strzela dość wolno, to zbiera na jeden strzał większość napotykanych przeciwników. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś nas wcześniej nie zniszczy. T82 kojarzy mi się ze starym dobrym trybem InstaGib – 1 hit, 1 frag:), w całym dualizmie tejże frazy.



Tier 4 – T40 – Ostatni z niskotierowych TD bez wieży, pierwszy przypominający w jakikolwiek rasowy niszczyciel. Niestety, 265 HP, papierowy pancerz oraz nieumiejętność odbicia czegokolwiek szybko rozdmuchują jakiekolwiek nadzieje. Nie cieszy nawet dobry radius działa, bo do wyboru mamy albo spamerskie 76mm z minimalnym wpływem na stan przeciwnika, albo haubicę 105mm, która ma problem z trafieniem stojącego celu odległego o 150m. Mobilność jest niezła, ale TD jest duży i odnoszę wrażenie, że go nieco z krzaków widać. Summa summarum, w drugiej linii może uszedłby, ale z tak słabymi działkami wiele nie zdziała.
No i w końcu! M10 Wolverine, oczekiwany z dawien dawna TD z obrotową wieżą. Rzut oka na statystyki – 340 (360 z lepszą wieżą) HP studzi nieco zapał, podobnie średnio mocny pancerz. Ba, działa tez jakieś takie mierne, nie ma nic ponad 76mm… No dobra, nie uprzedzajmy się, czas w bój ruszyć. M10 po mapie rusza się nawet żwawo, co prowokuje do agresywności. Niestety ułańskie wojaże zwykle kończą się żenującym gwałtem z racji nieposiadania odpowiedniej ilości punktów wytrzymałości i pancerza. Do tego wieża, która na ciężką nie wygląda, obraca się jak popularna „lodówka” z KW-2… Innymi słowy, jeśli coś obraca się 20 stopni na sekundę, to radość z posiadania dodatkowego elementu, który może się zepsuć cieszy umiarkowanie. Szalę goryczy przeważa jeszcze pudełkowaty kształt czołgu, którego wręcz nie sposób nie trafić. Wolverine zasadniczo nadaje się do jednego – liczenia na korzystny balans w bitwie (bo inaczej nie będzie w stanie nic przebić) i mapę dla kamperów, bo jedyną sensowną taktyką jest obecnie sprint do najlepszego krzaka i oczekiwanie na nieuważnego oponenta.


Kolejnym „uwieżonym” amerykańskim niszczycielem jest M36 Slugger. Generalnie z budowy wygląda podobnie do poprzednika i w istocie początkowo niewiele się od niego różni. No, ma zdecydowanie więcej punktów wytrzymałości, ale nadal słabo z pancerzem, o szybkości obrotu wieży nie mówiąc (18 stopni…). Z morza tych narzekań pochwalić można działo 90mm M3 o bardzo dobrych parametrach (spodziewałem się jednak lepszych wartości czasu przeładowania). Niestety, nadal spotkanie z rówieśnikiem tierowym innej klasy kończy się tragicznie dla nas. Szkoda trochę słów…
To już koniec pierwszej części artykułu z pola walki, gdzie ścierają się US TD. Jutro opiszemy T 25, T 28 i owiane już legendą T-95! Zapewniam, że zaskakującym wniosków i ciekawostek z pierwszej ręki nie zabraknie!







