kliknij aby powiększyć
1280x800 : 157 KB
worldoftanks
Nasze forum World of Tanks

Ta strona używa Cookies. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies, zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Stosujemy je, aby ułatwić Tobie korzystanie z naszego serwisu. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące Cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

world-of-tanks.eu
Strona główna  »   Forum  »  Konkursy
1
"WoT moich marzeń"
autor: Screaming_Bell

kurkusmaximus
Napisany 13 Kwie. 2012 - 11:01
#1

administracja
Krople deszczu, duże, tłuste niczym tegoroczne muchy, licznie spadały przez gęsto obsypane korony drzew, uderzały w opancerzony dach niszczyciela, lecz nie nastręczały wielu przykrości ukrytym w jego wnętrzu żołnierzom. Natomiast na zewnątrz rzecz miała się całkiem inaczej - ich dźwięk był oszałamiający, nieustanny, uspokajający szum moczącej wszystko wody.
Kapitan Jacek ,,Lufa" Twarożek zaklął pod nosem, przeklinając pogodę, narastające
w pęcherzu ciśnienie oraz zbliżającą się potyczkę. Podrapał się raz jeszcze po niezbyt regulaminowej szczecinie, jaka zdążyła porosnąć jego trzydziestoletnie oblicze, po czym skierował wzrok w stronę radiooperatora.
- Jak sytuacja, kapralu?
- Nie wiem, sir! - zameldował nagabnięty. Następnie, widząc wyraz twarzy przełożonego,
uzupełnił - Skrzydło nie zameldował o niczym. Jakieś pięć minut temu przestaliśmy odbierać nadawany przez niego sygnał.
Słysząc to, Jacek westchnął tylko, w kilku cichych słowach wyrażając opinię o tzw. zwiadowcach, a w rzeczywistości samobójcach. No, ale nie było chyba tak źle, przez pięć minut wróg nie powinien pokonać czterech kilometrów dzielących ich pozycję od ostatnio zajmowanej przez Skrzydło. Nie w taką pogodę, nie po tym błocie. Z tą myślą otworzył tylni właz i znalazł się na zewnątrz.
Chwilę później był już w środku, załatwiwszy co trzeba, rozejrzawszy się. Niecałe dwadzieścia metrów na prawo stał inny, należący do ich kompana pojazd. Jacek uśmiechnął się. Dwa niszczyciele ukryte w lesie, pięknie. Co prawda nie walczył jeszcze u boku tego... jak mu było? A, But 66. Tylko dlaczego 66? Zapomniał jeszcze jednej szóstki w dokumenty wpisać?
Z zamyślenia wyrwał go okrzyk obserwatora:
- Jadą!
- Wrogowie?
- Nie, nasi.
Lufa rozweselił się dokumentnie. No to mają już cztery maszyny, tamci zdążyli. Poprosił
o lornetkę i, przykładając ją do oczu, poszukał wzrokiem przybyłych. I nagle jego nastrój gwałtownie się pogorszył.
- Co... co to jest? - wydukał.
Obok potężnej maszyny, ciężkiej góry żelastwa, w jej cieniu wolno toczyła się inna, mniejsza, rozmiarami zbliżona do wieży zasłaniającej ją E-75-tki. Odpowiedział mu radiooperator:
- To jego kumpel, sir. Obwarzanek twierdzi, że Symbioza dopiero ukończył akademię, więc wziął go na akcję, by poznał, co znaczy prawdziwa walka.
Kapitan Jacek ,,Lufa" Twarożek, choć w życiu widział wiele, teraz nie wiedział,
co odpowiedzieć. Już prawie dochodził do siebie, już zbierał się w sobie, gdy nadszedł cios drugi.
- Sir! - ponownie zakrzyknął obserwator - Wrogowie. Dwa IS, prowadzone przez IS-4, w sumie trzy czołgi osłaniające cztery transportery amunicji. IS'y jadą z tyłu, zamykając kolumnę.
Do diabła!, pomyślał Jacek. Znowu będzie połykał pociski! Ale może nie będzie bardzo źle, jeśli wyczekają na odpowiedni moment, jeśli uderzą wspólnie to nie powinno być tak tragicznie. Może nawet walka nie potrwa długo. Z nowym optymizmem wydał rozkazy, niepotrzebnie zresztą, bowiem jego ludzie już zajmowali się tym, czym powinni. I wtedy oberwał po raz trzeci.
- Sir... - siedzący przy radiu kapral zawahał się, nieskutecznie starając na powrót umieścić wtyczkę słuchawek w gnieździe, którą to niechcący wyrwał, tak był zszokowany - ee... Obwarzanek... on melduje, że... zapomniał... no... że nie załadował amunicji, sir....
Lufie szczęka opadła nawet niżej, aniżeli jego ludziom. Za co? zapytał sam siebie. Za jakie grzechy ktoś przydzielił mi takiego człowieka? Przecież w niczym nie podpadł
Generałowi Macz McKingowi, w niczym nie zawinił. To się nie powinno zdarzać! Nie potrafił wyobrazić sobie, co jeszcze gorszego mogło mu się dzisiaj przytrafić! Nawet nie zdążył skończyć tej myśli, gdy, niczym na życzenie, z głośników radia popłynęły słowa stojącego opodal Buta,
a wraz z nimi napłynął ryk silnika na wysokich obrotach:
- No chłopaki! Som jusz! Naaaaaaprzóóóóóóóód!!!!
- Do ataku!
- Za mną!
- Do ataku!
- Pomocy!
- Do ataku!
- Do ataku!
Kapitan Jacek ,,Lufa" Twarożek, weteran wielu bitew, zdobywca wielu odznaczeń, tego dnia po raz pierwszy, zapłakał.

1

Zabrania się kopiowania, zmieniania i rozpowszechniania zawartości wortalu bez uprzednio otrzymanej zgody od redakcji.